Rynek pracy - deficyt fachowców, czyli o co chodzi z tymi zawodami rzemieślniczymi?
03 czerwca 2025Rynek pracy – deficyt fachowców, czyli o co chodzi z tymi zawodami rzemieślniczymi?
Koniec roku szkolnego to dla wielu młodych ludzi moment podejmowania ważnych decyzji – czy kontynuować naukę, czy może już wejść na rynek pracy. Szczególnie po szkole podstawowej widać wyraźne „parcie” na licea i technika. A przecież dane z rynku pracy mówią jasno: to niekoniecznie najlepszy wybór dla każdego.
Na podstawie raportów urzędów pracy i własnych obserwacji, śmiem twierdzić, że większość tych decyzji nie wynika z analizy realnych potrzeb rynku, a raczej z presji społecznej i braku rzetelnych informacji. I choć piszę o rynku lokalnym, podobny scenariusz rozgrywa się w wielu innych regionach kraju.
Tak, to prawda – ukończenie szkoły branżowej nie zawsze oznacza natychmiastowe zatrudnienie. Ale równie prawdziwe jest pytanie: dlaczego wciąż tak wiele osób wybiera kierunki, na które dziś brakuje realnego zapotrzebowania, jak np. sprzedawca czy fryzjer? Nie wchodzę tu w temat jakości systemu kształcenia zawodowego – daleko nam do standardów np. niemieckich. Wybierając drogę w przyszłość, warto zwrócić uwagę na twarde dane.
Zgodnie z badaniami „Barometr zawodów”, to właśnie branża gastronomiczna oraz sektor obróbki metalu odczuwają największy deficyt wykwalifikowanych pracowników. Zakłady dosłownie „biją się” o uczniów zawodu – a niektórzy pracodawcy zaczynają myśleć perspektywicznie.
Weźmy przykład firmy produkcyjnej, z którą współpracowaliśmy. Specjalizuje się w wytwarzaniu jezdnych konstrukcji stalowych – od projektu, przez produkcję elementów, aż po estetyczne lakierowanie – wszystko odbywa się w jednym zakładzie. Firma działa w niszy rynkowej, związanej z transportem morskim i przemysłem hutniczym. Zamówień im nie brakuje – wręcz przeciwnie, ich nadmiar ogranicza możliwości produkcyjne.
I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu: brakuje ludzi. Choć zakład jest zautomatyzowany, nadal potrzebni są wykwalifikowani operatorzy maszyn CNC i specjaliści. Zarząd firmy przeanalizował sytuację na rynku i podjął decyzję: czas zacząć kształcić własne kadry. Ślusarze, tokarze, lakiernicy – to w nich upatrują przyszłości.
Plan jest długofalowy – efekty pojawią się dopiero za trzy lata, gdy pierwsi uczniowie ukończą szkołę. W tym projekcie pojawiło się również Elevate, które zostało zaproszone do opracowania kampanii rekrutacyjnej skierowanej do uczniów klas ósmych.
Nasza strategia? Połączenie działań offline i online. Spotkania bezpośrednie w szkołach, filmy pokazujące „od kuchni” pracę w tych zawodach, materiały drukowane – ulotki, plakaty – wszystko po to, by oswoić młodzież z branżą. Odwiedziliśmy wszystkie szkoły w mieście i powiecie, rozmawialiśmy z uczniami i nauczycielami, pokazywaliśmy potencjał firmy.
Przekaz był prosty: tu masz konkret. Już od pierwszego roku nauki – miesięczne premie, pakiet socjalny, gwarancja zatrudnienia po szkole, bezpłatne kursy i szkolenia. Nauka zawodu odbywa się w specjalnie przygotowanej hali, pod opieką mentora, który wspiera nie tylko zawodowo, ale i w sprawach codziennych.
Firma podeszła do tematu z dużą empatią i zrozumieniem dla młodego pokolenia. Co ważne, otwarcie zachęca do kontynuowania nauki w technikum, a nawet na studiach – wszystko z myślą o rozwoju pracownika.
Spotkania w szkołach cieszyły się dużą frekwencją i sporym zainteresowaniem. Ale… efekty rekrutacyjne przychodziły powoli. Bo mimo wszystko, mit „tylko liceum daje przyszłość” ma się dobrze. Grupowe myślenie, wzajemna presja – to wszystko wpływa na wybory młodzieży.
Wciąż pokutuje przekonanie, że szkoła branżowa nie daje perspektyw. I trudno się z tym nie zgodzić, jeśli wybiera się zawody, które nie mają już racji bytu na rynku. Ale to nie znaczy, że każda szkoła branżowa to ślepa uliczka. Wręcz przeciwnie.
Bo prawda jest taka – dobrze wykwalifikowani fachowcy będą zawsze w cenie. Pomyśl, ile dziś kosztuje malarz, hydraulik, elektryk czy budowlaniec? A w zakładach produkcyjnych? Dobry ślusarz czy tokarz to skarb – dosłownie.
Tymczasem system edukacji i świadomość społeczna nie nadążają za zmianami. Sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy szybciej, niż zdążyliśmy się zorientować. Wiele zawodów odchodzi do lamusa, inne się rodzą – ale nikt nie mówi o tym głośno, że praca rzemieślnicza też może być nowoczesna, ciekawa i... trudna do zautomatyzowania.
Nietypowe zlecenia, jednostkowe projekty, elastyczność – to pole, na którym człowiek jeszcze długo będzie niezastąpiony. I w tym właśnie tkwi przyszłość nowoczesnego rzemiosła.
Na koniec – pytanie otwarte: w jakim kierunku pójdziemy jako społeczeństwo? Czy nadal będziemy marginalizować szkoły zawodowe i kształcić kolejne pokolenia menedżerów, dla których nie będzie już pracowników? Czy może w końcu postawimy na nowoczesne kształcenie zawodowe, łączące praktykę z rozwojem intelektualnym?
Decyzje, które podejmiemy dziś, odbiją się jutro – i to nie tylko na rynku pracy, ale w naszych portfelach. Bo kiedy zabraknie fachowców, nie tylko zapłacimy więcej. Możliwe, że skorzystamy z usług… amatorów.
Dziękuję firmie Metalchem-Kościan sp. z o.o., za możliwość publikacji artykułu.
